Opublikowany w Archiwum domowe, Blog, fotografia

Radosny 1942

Mama i tata z Jurkiem

Była wojna. Każdy o niej słyszał. Bomby, powstania, łapanki, tragedie. Ale poza tym byli zwykli ludzie, ludzie ze swymi zupełnie zwykłymi sprawami, ocierający się o tragedie, czasem mający w nich udział, ale próbujący żyć normalnie.

Tata mieszkał i pracował w Warszawie, ale dla mamy wynajmował na wakacje lokum w pensjonacie w Skolimowie. Tam też była wojna, ale jakby mniej zauważalna. Wszyscy ludzie, którzy tam mieszkali, starali się przez tych kilka, kilkanaście dni zapomnieć o wojnie i żyć tak, jak żyliby, gdyby jej nie było.

Mama po lewej (to ten sam kapelusz, tylko przemodelowny)
Mama po lewej. Tata jak zwykle robi zdjęcie.

Nie znam ani imion, ani nazwisk tych wszystkich ludzi. Były to wakacyjne znajomości jakie zdarzają się również w naszych czasach: ludzie, ktorzy zostali bardziej na zdjęciach niż w pamięci. Rodzice o nich mało opowiadali, nie podpisywali też fotografii.

Gdy o tym myślę, przychodzi mi do głowy, że trzeba foty opisywać, bo potem zostają z nich takie bezimienne widoczki: nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy.

O tych zdjęciach wiem, ze to 1942 rok, bo wtedy urodził się mój najstarszy brat. Ale kim jest ta druga dziewczyna buszująca w zbożu? Wyraźnie zaprzyjaźniona z mamą…

A ta silna grupa pod wezwaniem na ostatnim zdjęciu? Rok 1942, ale czy to właśnie Skolimów, czy jakaś inna piękna okoliczność przyrody czasów wojny?

Apeluję więc: opisujcie fotografie! Bez tego są niepełnym świadectwem minionych czasów.

Opublikowany w Archiwum domowe, Blog, fotografia, warszawa, Wspomnienia

Grób, który jest, ale go nie ma

Grób Weyherów na Powązkach

Pisałam już o tym grobie z dużym rozgoryczeniem tutaj. Grób nadal niszczeje, rozkradziono już barierki, płyta jest ruchoma i przy silniejszej wichurze, gdy drzewo zacznie podnosić grób, spadnie.

Nie stać mnie na takie załatwienie sprawy, jak wymyślił to sobie proboszcz, wszechwładny pan Cmentarza Powązkowskiego. Muszę zatem podejść do sprawy ze stoicyzmem, nawet jeśli boli serce.

Nie pierwszy to grób, który zniknie z powodu zaniedbania władz cmentarza. I nie liczy się, że jestem gotowa go doglądać. Jego po prostu nie ma, mimo że złożyłam w parafii wszystkie potrzebne dokumenty. Cena, jaką wyznaczył proboszcz za wpisanie do rejestru, jest kosmiczna: 10 tysięcy. Niech zatem sczeźnie ten pomnik przeszłości: Weyherowie, wujowie mojego taty byli kawalerami, a ja jestem jedyną krewną, która się do nich przyznaje. Mam jednak jeszcze na Powązkach cztery inne groby do pielęgnowania i nie mogę wydać takiej sumy na ten jeden.

A gdy grób się całkiem rozpadnie, proboszcz Powązek każe go rozebrać ze względów bezpieczeństwa i sprzeda to miejsce za jeszcze większą kwotę. Stary, stuletni pomnik przestanie istnieć. Kościół zawsze miał głowę do interesów. I najlepiej się dogaduje z bogatymi. A o historię dba o tyle, o ile przynosi to jakieś wymierne korzyści.

Opublikowany w Blog, warszawa, Wspomnienia

Taksą za miasto

Niedzielna wycieczka za miasto

Na zdjęciu z mamą i kierowcą taksówki; nazywał się chyba Kościukiewicz. Mama miała z nim taką niepisaną umowę na niedzielne wycieczki. Był sympatyczny, choć chyba niezbyt tani.

Na zdjęciu jest też tata, w samochodzie z przodu, obok miejsca kierowcy.

To były czasy, gdy w sobotę się pracowało, więc niedziela była jedynym dniem na życie rodzinne. Mama codziennie wychodziła do pracy o ósmej, a wracała przed siódmą wieczór (wtedy jeszcze nie mówiło się dziewiętnastą). Tata był cały czas w domu, albo w szpitalu. Ja jeszcze nie chodziłam do szkoły i siedziałam w domu z opiekunką, która prowadziła gospodarstwo, gdy mama była w pracy.

Niedziele były wyjątkowe, nawet jeśli tata nie decydował się wysiąść z taksy. Na tym zdjęciu mam jakieś 5 lat (w tamtych czasach mieściłam się w górnym centylu wysokości dzieci), ojciec jest świeżo po kolejnym zawale i pewnie czuje się nienajlepiej. Ale czasem czuł się lepiej i dawał się wyciągać na małe spacery, zawsze z laską i małym wędkarskim składanym krzesełkiem.

Opublikowany w Blog

Uwaga!

W ramach porządków przed remontowych pozbywam się różnych papierzysków. W tym również starych widokówek – wiem, że niektórzy takie zbierają. Utworzyłam w tym celu specjalną stronę do ich prezentacji. Hobbystów zapraszam tu: http://fotoptikon.wordpress.com/


Może znacie jakichś pasjonatów tego hobby: dajcie im znać, proszę.

Opublikowany w Blog, Wspomnienia

Tato

W taksówce z tatą

Jak już pisałam tata urodził się w 1894 roku. Teraz to nawet fajnie mieć ojca z przedwiecznych czasów, z końca jakby nie było XIX wieku.

Ale kiedy byłam mała ojciec zawsze był chory; właściwie nie pamiętam go bez laski i w pełni sił.

Ponieważ ciągle chorował na serce, mama wynajmowała taksówkę, by zawieźć go na spacer za miasto. Jeździliśmy taksami do czasu aż mój brat zrobił prawo jazdy, a rodzice kupili pierwszy samochód.